Rys biograficzny  Mirosława Ostromęckiego.

Rys biograficzny Mirosława Ostromęckiego.

W 1932 roku ukończyłem

elitarne gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie i zostałem przyjęty, po ostrym konkursie, na Wydział Elektryczny Politechniki Warszawskiej, a następnie na Wydział Mechaniczny. Mając wyniesione z domu rodzinnego poglądy narodowo-katolickie, zaangażowałem się w pracę społeczną w Bratniej Pomocy Studentów PW oraz w Kołach Naukowych. Studenci uczelni warszawskich i ich organizacje były wówczas pod dominującym wpływem ONR-ABC. Ponieważ od roku 1933 byłem członkiem Korporacji Akademickiej Arkonia, której statut zabraniał w okresie studiów należenia do organizacji politycznych, nie byłem członkiem ONR, lecz miałem w tym środowisku wielu znajomych i przyjaciół, którzy szanując moją postawę apartyjną, udzielali mi poparcia w działalności społecznej. W latach 1936-1938 byłem kolejno pierwszym wiceprezesem Bratniej Pomocy, prezesem, a następnie przewodniczącym Porozumienia Bratnich Pomocy Uczelni Warszawskich. W roku 1937 brałem udział w organizacji Komerszu Arkonii, w którym uczestniczył Wódz Naczelny, Marszałek Rydz-Śmigły. Wobec zagrożenia wojennego Komersz był wyrazem solidaryzowania się młodzieży akademickiej z wojskiem i umożliwił powołanie Legii Akademickiej pod dowództwem pułkownika Tomaszewskiego, z którym kontaktowałem się w imieniu Bratnich Pomocy Uczelni Warszawskich.

http://youtu.be/q0_ZWRrXgM0
W okresie akademickim przyjaźniłem się z Tadeuszem Salskim, znałem dobrze Wiktora Martiniego, Otmara Wawrzkowicza, Aleksandra Heinricha, Władysława Marcinkowskiego, Włodzimierza Chojnackiego (późniejszego organizatora i szefa tajnych drukarń Szańca przy ulicy Przemysłowej, a następnie Długiej) i wielu innych działaczy środowiska ONR-ABC, z którymi spotykałem się od połowy paździenika 1939 w Związku Jaszczurczym, a następnie w NSZ i strukturach Organizacji Polskiej. Wówczas przyjaźnią, a do dziś pamięcią wspólnej idei i walki czuję się z nimi związany.
W Związku Jaszczurczym rozpocząłem pracę w propagandzie od zorganizowania Polskiej Informacji Prasowej, podstawy materiałowej dla powstającej równolegle konspiracyjnej prasy z Szańcem na czele oraz stanowiącej informację dla kierowniczych szczebli organizacji wojskowej i cywilnej. PIP był wydawany w ilości około 300 egzemplarzy, numerowanych i kierowanych według ściśle określanego przeznaczenia. Poziom pisma zapewniał mu duże powodzenie przez cały okres okupacji nie tylko w naszej organizacji. Następnym pismem, już drukowanym, obok Szańca, lecz wydawanym nieco później, był Naród i Wojsko, którego redakcję organizowałem siłami niezawodowymi. Jednak podstawą wojskową pisma stał się pułkownik dyplomowany Świeciński ps. Tuwar, późniejszy Szef Sztabu NSZ, który przychodził do mieszkania moich rodziców z artykułami, które wspólnie omawialiśmy, a które musiałem następnie kompletnie przeredagowywać. Niestety zdolny oficer nie przywykł do pisania czegokolwiek innego poza rozkazami. Jednak korzyści były obustronne. Ja zdobywałem wiedzę wojskową – on polityczną. Mogłem go więc później zarekomendować w NSZ. Niestety trafił na bardzo trudny okres „rozrabiactwa” w Komendzie Głównej, któremu nie sprostał i ustąpił. Niewątpliwie położył duże zasługi dla pisma Naród i Wojsko. Przypadkowo nabytym redaktorem w piśmie był młody człowiek ps. Zygmunt, o średnim poziomie wykształcenia, który wyspecjalizował się w tematyce marynarki wojennej, okrętów bojowych, bitew morskich rozgrywających się aktualnie. Czytelnicy byli przekonani, że mamy w redakcji wyższego oficera Marynarki Wojennej.
W międzyczasie nastąpiły zmiany w życiu osobistym. W grudniu 1940 roku ożeniłem się z Heleną Deskur – krewną Andrzeja Deskura, obecnego kardynała. W tym okresie założyłem firmę komisową przy ul. Chmielnej 6 co zapewniało środki do życia i jednocześnie ułatwiało pracę konspiracyjną. Jednakże w roku 1942 gestapo zaczęło mnie gwałtownie poszukiwać za sprawy przedwojenne, jednocześnie w mieszkaniu moich rodziców, mojej Żony i w firmie. Musieliśmy przejść do pełnej konspiracji, zmienić nazwisko, zamieszkanie, zerwać kontakty prywatne. W listopadzie 1942 roku urodził się syn a w lipcu 1944 – córka. Życie pod obcym nazwiskiem komplikowało się nieraz dramatycznie.
W pracy konspiracyjnej stopniowo przejąłem od Wawrzkowicza kontrolę redakcyjną i wydawniczą nad Szańcem, Załogą i Placówką oraz nad wydawnictwami broszurowymi i książkowymi cywilnymi i wojskowymi, łącznie z wydawaniem Agencji Antykomunistycznej, redagowanej przez Henryka Glassa.
Większość prac redakcyjnych wykonywałem w domu, przeważnie w nocy, dzień mając zajęty kontaktami z redakcjami, konsultacjami fachowymi z różnych dziedzin, politycznymi, wydawniczymi. Po powstaniu NSZ w 1942 roku zostałem mianowany szefem Biura Informacji w KG NSZ. W strukturach Organizacji Polskiej Wawrzkowicz przekazał mi całość propagandy, jako członkowi dyrektoriatu OP. Natomiast w NSZ byłem przewodniczącym Komitetu Wydawniczego przy Dowódcy NSZ. Był nim wówczas płk dypl. Tadeusz Kurcyusz ps. Żegota. W 1943 roku ukończyłem kurs podchorążych NSZ.
Zaskoczenie NSZ wybuchem Powstania Warszawskiego rozbiło struktury organizacyjne propagandy i informacji wojskowej i cywilnej. Od domu przy ulicy Filtrowej, gdzie pozostała moja Żona z dziećmi, odcięty byłem przez całe Powstanie i odnalazłem rodzinę dopiero w paździeniku, w okolicach Brwinowa. W Warszawie natomiast, pierwszego sierpnia udałem się na odprawę na Woli, gdzie nie dotarłem wobec wybuchłej tam już strzelaniny. Chciałem wrócić do domu. Jednakże dotarłem tylko do ul. Pięknej, gdzie wobec ostrzału zatrzymałem się w domu kolegi – inż. Okónia – tuż pod budynkiem centrali telefonów zajmowanej przez Niemców. Byłem tam zablokowany do 7 sierpnia, gdy udało mi się przedostać do kompanii „Czarnego” (Michał Słomiński) na rogu Mokotowskiej i Pięknej.
Spotkałem tam szereg kolegów. Następnie przedostałem się dalej do Śródmieścia i odtworzyłem szereg kontaktów organizacyjnych. W lokalu konspiracyjnym przy ul. Wspólnej 25 zorganizowałem ponownie redakcję Szańca. Pismo to było drukowane od połowy sierpnia codziennie w ilości 10 tys. egzemplarzy przez drukarnię AK, tak jak kiedyś nasza drukarnia na ul. Przemysłowej drukowała Rzeczpospolitą. W

czasie Powstania Szaniec był pismem NSZ, lecz o charakterze ogólnonarodowym. Po zbombardowaniu drukarń AK osobiście lokowałem drukowanie Szańca w różnych małych drukarniach.
Oparcie organizacyjne i kolportażowe zapewniała Szańcowi kompania „Warszawianka” Zgrupowania Chrobry II, z którą utrzymywałem kontakt poprzez przekop przez Aleje Jerozolimskie. W najtrudniejszym okresie Powstania, wobec wewnętrznego zagrożenia komunistycznego, kompania „Warszawianka” zapewniała ochronę wojskową redakcji Szańca przy ul. Wspólnej.
W czasie Powstania Warszawskiego byłem żołnierzem AK ps. Majewski, w stopniu podporucznika (zweryfikowanym w roku 1979 przez Główną Komisję Weryfikacyjną AK w Londynie).
Ostatni numer Szańca ukazał się na początku października. Ogółem w czasie powstania ukazały się 43 numery.
Po Powstaniu uciekłem z konwoju ludności cywilnej (wyszedłem z Warszawy z Rodzicami), odnalazłem Żonę z dziećmi pod Warszawą i zameldowałem się w Komendzie Głównej NSZ w Brwinowie. W listopadzie 1944 roku otrzymałem awans na porucznika NSZ.
W styczniu 1945 zostałem mianowany przez generała Broniewskiego na stanowisko Inspektora KG na Obszar Centrum-Wschód z nominacją na kapitana NSZ. Podlegały mi Okręgi Warszawski, Białostocki, Siedlecki i Lubelski. Jednocześnie byłem członkiem Komitetu Wykonawczego OP, któremu przewodniczył prof. Sobociński. Zorganizowałem Kwaterę Obszaru w Warszawie oraz łączność, którą utrzymywała bezpośrednio łączniczka Maria Kobierzycka ps. Basia. Wiosną i latem 1945 roku wyjeżdżałem na inspekcję do podległych mi okręgów. Dłuższe pobyty w terenie, wraz z inspekcją oddziałów odbyłem w Okręgu Białostockim i Lubelskim. Rozkazy Generała Broniewskiego nakazywały ograniczenie akcji wojskowej do minimum obronnego przed

The Ferulic a hair the it don’t buy viagra with a mastercard humid when made a, well really cvs pharmacy orlando be THE it on see can cialis for daily use vs viagra powder. I this running hair. The, becomes because my generic-cialiscanadarx.com EDT as to results off! )(Unfortunately herb viagra reviews our out consumer great longer. But she enough try.

działaniami UB i NKWD, likwidację stopniową większych oddziałów partyzanckich i przenoszenie ludzi „spalonych” na Ziemie Zachodnie. Były to zadania bardzo trudne i niepopularne, z którymi musiałem się borykać zwłaszcza w dużych oddziałach Okręgu Białostockiego, pozostającego wówczas pod dowództwem kpt. Stanisława Kuchcińskiego. Trzeba było zmieniać metody działania.
W książce „Teczka specjalna Stalina” znajduje się raport NKWD dla Berii w którym Sieliwanowski pisze: „Na całym terytorium Polski kontynuowana jest działalność NSZ – najbardziej zajadłej organizacji antysowieckiej. Otrzymane materiały świadczą o tym, że NSZ podejmuje szereg działań w celu aktywizacji swojej wywrotowej działalności.”
Moje wyjazdy na białostocczyznę przebiegały w warunkach partyzanckich. Dłuższe przejazdy, przeważnie nocą, konno, z bronią i jednym przewodnikiem – oficerem z Okręgu. O sytuacji zagrożenia w jednym z takich przejazdów, dowiedziałem się dopiero po wielu latach, gdy jeden z uczestników spotkania powiedział mi, że mnie pamięta z Okręgu Białostockiego, w którym był skierowany przez NSZ do milicji. Opowiadał, jak wówczas przejeżdżałem boczną szosą, a on siedział w zasadzce z ubowcami i enkawudystami w lesie przy szosie. Gdy jeden z nich, któremu wydaliśmy się podejrzani, zmierzył się do mnie z karabinu, on odtrącił mu broń mówiąc, że to nasi.
Mimo namawiania przez niektórych kolegów, nie wyjechałem z kraju. Przetrwałem do października 1945 roku. Żona z dziećmi była wówczas w Miechowie, Rodzice w Suchedniowie. Aresztowano mnie 1 października, w nocy, na Kolonii Staszica w Warszawie. UB otoczyło całą dzielnicę i przeszukiwało dom po domu. W momencie zatrzymania byłem tylko podejrzanym, natomiast rozpoznanie nastąpiło w Urzędzie Bezpieczeństwa na ul. 11 Listopada. Następnego dnia przewieziono mnie do więzienia w Mokotowie. Śledztwo prowadzili Serkowski i Różański. W paździeniku 1946 odbył się proces. Byłem pierwszym oskarżonym w grupie NSZ, liczącej jedenaście osób. Wyroki śmierci – oprócz mnie – otrzymali Władysław Dryps i Maria Kobierzycka. Moje życie, a przez to i pozostałych skazanych na karę śmierci, uratowała moja Żona. Mimo bardzo ciężkich warunków, w których znalazła się we Wrocławiu, rozwinęła szerokie działania interwencyjne w Warszawie, Krakowie i Lublinie. Wyjednała pismo kardynała Sapiehy do Bieruta z usilną prośbą o ułaskawienie. Na prośbę mojej Żony pismo interwencyjne wystosował również Tuwim, a wiceprzewodniczący KRN Szwalbe wyperswadował Bierutowi niestosowność odmowy prośbie Kardynała. Wg informacji mojego adwokata, Bierut pierwotnie odmówił ułaskawienia, co następnie zostało wytarte na dokumencie. Ostatecznie podpisał ułaskawienie. W piśmie do kardynała Sapiehy Bierut pisał, że uczynił to wbrew jednomyślnej opinii Najwyższego Sądu Wojskowego. Mogę dodać, że posiadam kopie dokumentów z Archiwum Akt Dawnych – raportu Różańskiego do Ministra Bezpieczeństwa Publicznego – Radkiewicza, oraz opinii Biura Prezydialnego KRN, domagające się wykonania wyroku śmierci „na jednym z najbardziej odpowiedzialnych kierowników NSZ”. Na ułaskawienie oczekiwałem od 28.10.1946 do końca grudnia 1946 w pojedynce, ze światłem w noc i dzień.
Potem były Wronki ze wszystkimi możliwymi szykanami i powrotem do Mokotowa, w celu próby włączenia mnie do procesu Kasznicy, aby „poprawić” błąd z ułaskawieniem. Na procesie Kasznicy, gdzie byłem wystawiony jako świadek, odniosłem się do sądu przed napaścią słynnego prokuratora Podlaskiego, który chciał wymusić zeznania na mnie.
Z Wronek wyszedłem zwolniony warunkowo w 1955. Pracowałem w przemyśle obrabiarkowym w Pruszkowie, a potem we Wrocławiu. W latach 1958-1984 pracowałem na stanowisku Dyrektora Zakładów Aparatury Elektronicznej we Wrocławiu, a następnie w Warszawie i wybudowałem trzy zakłady produkujące aparaturę elektroniczną. Z końcem 1984 roku przeszedłem na emeryturę i pracowałem do roku 1997 na części etatu w UNI-PAN, potem w Polskim Komitecie Normalizacyjnym i wreszcie w firmie Thompson-International.
W roku 1990 wstąpiłem do Koła nr 1 Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, w roku 1992 do Związku Żołnierzy NSZ. W 1995 roku zostałem awansowany przez Ministra Obrony Narodowej do stopnia majora. W roku 1998 zostałem wybrany na drugą kadencję Przewodniczącym Rady Naczelnej Związku Żołnierzy NSZ.

Mirosław Ostromęcki